Czy Słowianie wierzyli w życie pozagrobowe?

Wierzenia dotyczące tego, co dzieje się z człowiekiem po śmierci zdają się fascynować ludzi niezależnie od ich miejsca zamieszkania i czasów, w których żyją. Stanowią one ważny element wszystkich systemów religijnych stworzonych przez człowieka.
Próżno szukać zachowanych rodzimych źródeł pisanych dotyczących wierzeń naszych przodków w życie pozagrobowe. Informacje możemy czerpać więc z badań etnograficznych oraz z piśmiennictwa innych narodów. W kronice niemieckiego biskupa Thietmara z XI w. przeczytać możemy, iż Słowianie uważają, że „wraz ze śmiercią wszystko się kończy”. Gdyby rzeczywiście tak było, nasi przodkowie stanowiliby trudny do wytłumaczenia wyjątek na tle kultur indoeuropejskich, a prawdopodobnie na tle kultur tradycyjnych w ogóle.  I rzeczywiście, większość źródeł jednoznacznie wskazuje na istnienie w kulturze słowiańskiej wierzeń w jakieś formy życia pozagrobowego. Często jednak różnią się między sobą, co powoduje trudność w opisaniu jednej spójnej koncepcji zaświatów.

Trzy światy Słowian

Tryglaw Wolin
Posąg Tryglawa w parku na wyspie Wolin. Autor: Radosław Drożdżewski (CC)

Dwunastowieczna relacja Ebona dotycząca wyprawy misyjnej Ottona z Bambergu do Szczecina wspomina o znajdującym się w szczecińskiej świątyni posągu Triglava. Ebon pisze, że figura miała trzy głowy, a każda z nich odpowiedzialna była za jedno z trzech królestw: niebo, ziemię i podziemie. Niebem nazywano krainę bogów, ziemią – świat ludzi. Podziemie była to kraina Nawi zamieszkiwana przez dusze zmarłych przodków. Nazwa wywodzi się od prasłowiańskiego słowa nawь, oznaczającego trupa, zwłoki, śmierć, zaś samo słowo nawь pochodzi od prasłowiańskiego ny-ti – niknąć, usychać, umierać. Według niektórych źródeł kraina ta zamieszkiwana była nie przez zmarłych przodków, ale przez dusze ludzi, którzy zmarli przedwcześnie lub tragicznie – poronionych dzieci, niezamężnych kobiet, zbójców, topielców, ofiar morderstwa. Wszystkie te byty, czyli nawie, potencjalnie mogły stać się demonami i powrócić w ten sposób do świata żywych.

Zaświaty, Raj/Wyraj

Słowianie nie dzielili zaświatów na piekło i niebo. Według nich człowiek po śmierci udawał się po prostu do krainy zmarłych. Rolę tę pełniła Nawia. Znajdowała się ona pod ziemią, oddzielona od naszego świata rzeką zapomnienia. Miejsce to widziane było jako puste, zimne, pozbawione światła, jedzenia i napojów. Takie postrzeganie krainy zmarłych może wiązać się z obrzędami zadusznymi, m.in. paleniem ogni na grobach i zostawiania na nich jadła oraz napitku.
U Słowian zamieszkujących okolice wybrzeża, role zaświatów mógł pełnić Raj/ Wyraj/ Irij, który znajdował się gdzieś za wodami, otaczał nasz świat, a dostać się do niego można było wpadając w wodny wir. Raj/ Wyraj prawdopodobnie wywodzi się od słowa rajь (płynąć), a w zestawieniu ze słowem gajь jest tłumaczony jako „zrytualizowana przestrzeń ziemska, wydzielona przez wodę, miejsce pobytu dusz”.
Według innych źródeł, kraina zmarłych stanowiła domenę Welesa. Miała ona mieć postać wiecznie zielonej łąki, na której pasło się bydło – dusze ludzkie, które po przekroczeniu granic welesowego świata przybierały taką właśnie postać.

Wyobrażenie zaświatów we władaniu Welesa.

Wielość duszy u Słowian

Opisanie wierzeń naszych przodków dotyczących duszy nie jest proste. Różne źródła sugerują różne interpretacje. Pierwsze wzmianki pisane odnoszące się słowiańskich wierzeń o duszy odnaleźć możemy dopiero w źródłach z późnego średniowiecza. Ówcześni ludzie wyobrażali ją sobie na wzór żywego człowieka, częściowo zatem dotyczyły jej prawa odnoszące się do zwykłych ludzi: mogła chodzić, siedzieć, jeść, pić, pozostawiać ślady stóp a nawet karmić piersią osierocone niemowlęta czy spółkować z żywymi. Należało być uważnym, aby takiej duszy nie potrącić lub nie nadepnąć. Podczas Dziadów zapraszano zmarłych na ucztę, odstępowano im część posiłku oraz przeznaczano osobną łyżkę.
Źródła folklorystyczne sugerują nam, że w człowieku zamieszkiwał więcej niż jeden pierwiastek duchowy. Każdy z pierwiastków pełnił różne funkcje i przeznaczona była mu inna dola. Jeden z nich uchodził do Matki Ziemi, aby zasilić grono przodków w świecie Nawi. Drugi stanowił reinkarnowany element w obrębie danego Rodu i powracał na ten świat po drzewie rodowym. Stąd być może popularny był zwyczaj nadawania wnukowi imienia dziadka.

Zwyczaje związane z pochówkiem

Mogiły często znajdowała się w świętych gajach. Gaje mogły też powstawać w sposób wtórny – w okolicach Białej Rusi oraz Kaszubszczyzny znany jest zwyczaj sadzenia drzewa na świeżej mogile przodka. „Mogiły na Białej Rusi pospolicie w gajach bywają. Nadto przy grobie każdego krewnego najbliższy powinowaty zasadza drzewko, przez to samo z siebie wyrastają piękne gaje.” – pisze Gołębiewski w 1830 roku. Kaszubi wierzyli, że każdemu drzewu przypisana jest ludzka dusza. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku popularny był u nich zwyczaj sadzenia dębów, jarzębin, klonów oraz lip z okazji narodzin, ślubu i śmierci tak, aby życie danego człowieka związane było z życiem posadzonego drzewa. Podobne obyczaje można znaleźć na terenach całej słowiańszczyzny. Nasi przodkowie wierzyli, że po śmierci, zwłaszcza młodych osób, mogą one przemienić się w drzewo. Wspominają o tym słowiańskie ballady: ciało starej osoby spokojnie gnije w grobie, natomiast u tragicznie zmarłej dziewczyny ciało gnije, ale dusza kwitnie. Jeśli na mogile takiej osoby wyrósł kwiat, uważano, że to jej dusza lub nawet ona sama pod nową postacią. Pokłosiem takich wierzeń jest np. istniejący na Polesiu zakaz zrąbywania jarzębin.

Kurhan w Przywozie.
Kurhan w Przywozie. Autor: Xanes (CC)

Spośród obrządków pogrzebowych rozpowszechnionych na ziemiach słowiańskich, wyróżnić możemy dwa podstawowe: inhumację oraz ciałopalenie. Ten ostatni obrządek dominował na słowiańszczyźnie zachodniej i u Słowian wschodnich. Nasi przodkowie prawdopodobnie wierzyli, że wraz ze spaleniem dusza natychmiast ulatuje do raju. Wspomina o tym Ibn Fadlan w swojej kronice z X w.: „Wy, Arabowie, jesteście głupcami! Spytałem: dlaczego? Odparł: Bo wy bierzecie człowieka [nawet] najbardziej wam drogiego i najbardziej poważanego przez was, i wrzucacie go do ziemi i pochłania go ziemia, robactwo i czerwie. My zaś spalamy go w mgnieniu oka i wchodzi do raju od razu i w tymże momencie.
Obrządek inhumacji rozpowszechniony był wśród Słowian południowych. Razem ze zmarłym składano do grobu przedmioty codziennego użytku, amulety oraz jadło. Od końca X w. popularny również stał się zwyczaj umieszczania drobnej monety w ustach, dłoni lub pod lewą pachą zmarłego. Jedna z interpretacji zakłada sytuację analogiczną do greckiego mitu – słowiańskim Charonem miałby być Weles, a pieniążek stanowiłby zapłatę za możliwość przekroczenia wody oddzielającej świat żywych od jego krainy.
Co ciekawe, na sporych obszarach Polski spotykamy się ze zwyczajem bezpochówkowym – po obrządkach pogrzebowych nie zostawały żadne materialne ślady. Najbardziej prawdopodobna wersja zakłada, że kładziono ciała zmarłych bez żadnej osłony na powierzchni ziemi lub na platformach, pozostawiając je do dyspozycji zwierząt.

Obrządek ciałopalny na Festiwalu Słowian i Wikingów w 2009 roku w skansenie w Wolinie. Autor: Nikodem Zieliński (CC)

Reakcje najbliższych

Pogrzeb u Słowian miał charakter radosny. Ludzi cieszyła myśl, że zmarły przenosi się do innego świata. Łzy nad grobem były zabronione, gdyż mogłyby zakłócić spokój spoczywającej tam osoby.
Niektóre źródła wspominają o samobójstwie kobiet w przypadku śmierci męża. Ḥudūd al-ʿĀlam w swojej „Relacji anonimowej” pisze: „Palą oni (tj. Słowianie) swych zmarłych. Kiedy umrze jakiś mężczyzna, żona jego, jeśli go kocha, zabija się sama”. Jak twierdzą niektórzy badacze, zwyczaj ten może sugerować, że nasi przodkowie wierzyli w jakiś rodzaj wspólnego pożycia w świecie pozagrobowym.

 

Bibliografia:

A. Szyjewski. Religia Słowian. Wydawnictwo Wam, 2003
P. Szczepanik. Słowiańskie Zaświaty. Wierzenia, wizje i mity. Triglav, 2018.
K. Kajkowski. Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian. Triglav, 2017
D. A. Sikorski. Religie dawnych Słowian. Wydawnictwo Poznańskie, 2018

Dodaj komentarz